Polecane

Vademecum naukawca i entelektualisty

Co robić a czego nie, by uchodzić za człowieka wykształconego i „na poziomie”

Na początek zastanówmy się, czy aby na pewno słuszna jest maksyma „im więcej się wie, tym lepiej”? W pierwszym odruchu pewnie każdy potwierdzi. Jednak gdy się chwilę zastanowić, rzecz przestaje być już taka prosta i oczywista. Bo czyż nie jest tak, że niektóre wiadomości mogą być równie kompromitujące jak luki w wykształceniu? Czy człowieka doskonale orientującego się w zasadach działania agencji towarzyskich, znawcę samochodów, miłośnika sportu, potrafiącego bez zająknięcia wymienić strzelców wszystkich siedmiu bramek w meczu Polski z Haiti na mistrzostwach 1974 r. ktoś uzna za erudytę? Mało tego, czy ktoś dopuści myśl, że może on być jednocześnie ekspertem od Heideggera i Jaspersa dla rozrywki czytającym Baumana? Ważne jest zatem, by wiedzieć, które obszary wiedzy należy omijać szerokim łukiem, a jeśli się już je zna, by ten fakt skrzętnie ukrywać. Continue reading „Vademecum naukawca i entelektualisty”

jestem

Z okazji zapowiedzianej wizyty trochę tu posprzątałem. Zdjąłem pajęczyny, zmieniłem tapetę, powyrzucałem niepotrzebne graty. Zrobiło się przyjemnie, aż chciałoby się coś napisać.

Przez ostatnie lata  moje aktywności blogowe ograniczałem do Twittera (patrz prawy margines). Z bólem, ale w końcu jakoś przywykłem do kagańca 140 znaków i kalekiej komunikacji z innymi użytkownikami. Ponoć za kilka tygodni limit znaków ma być zniesiony. Jeśli tak się naprawdę stanie, na TT będzie można sobie nie tylko coś krzyknąć, ale w razie potrzeby wypowiedzieć się w dłuższej formie.

Sporo się wydarzyło w moim życiu od czasu ostatniej notki. Jesień 2007 okazała się dopiero początkiem czarnej serii. Niczym baron Münchhausen kilkakrotnie wyciągałem się za włosy z bagna. Materiału starczyłoby na opasłego bloga, takiego w klasycznym stylu, ekshibicjonistycznego. Zmieniłem się, ale jednak nie aż tak, by wywalać publicznie bebechy, nawet w takim zapomnianym zakamarku internetu jak ten.

Chrabja nie żyje

ChrabjaPrzyzwyczaił mnie do tego, że bez uprzedzenia znikał na kilka dni, czasami tygodni. Ostatni raz rozmawialiśmy 5 października, głównie o twitterze, na którym pojawił się niedawno za moją namową. Stamtąd też, trochę przypadkiem, przyszła ta straszna wiadomość.

Poznaliśmy się na  blog.pl, 8 lat temu. Jeżeli istnieje coś takiego jak internetowa przyjaźń, to właśnie to nas łączyło.  Nie spotkaliśmy się nigdy w „realu” a wiedzieliśmy o sobie dużo więcej niż nasi „realni przyjaciele”.

Parę lat temu wymyśliliśmy, że nagramy coś razem. Padło na bluesa. Wysłałem Chrabjemu pierwszy z brzegu podkład  bas+perkusja.  On napisał tekst, nagrał  partyzanckim sposobem wokal i przesłał mi mp3. Dograłem gitarę, obrobiłem i posklejałem jak umiałem.

Continue reading „Chrabja nie żyje”

Deutschland – Polackei

Wyobrażam sobie, co by się działo, gdyby dajmy na to Franz Beckenbauer powiedział o Polakach to, co Boniek o Niemcach. Kaczor zerwałby jeszcze tego samego dnia stosunki dyplomatyczne i kazał się przeprosić przez Merkel, Köhlera i Bundestag z Bundesratem razem wzięte. Tymczasem w Niemczech co najwyżej śmieją się z pana „muszę powiedzieć” Bońka, z „muszę powiedzieć”* JEGO głupoty. Swoją drogą ciekawe, jak on to wyliczył, dlaczego są niby głupsi akurat 16 razy? :)

Continue reading „Deutschland – Polackei”

„27. kwiecień”

Jednym z największych idiotyzmów na naszej-klasie jest zakładanie kont zrzeszających warszawiaków, Walczaków, Kaczmarków, Romków, Piotrusiów itp. Wiadomo że Ryśki to fajne chłopaki, ale czy warto obciążać serwer użytkownikiem z 8 tysiącami „znajomych”? W tym momencie chciałem hiperbolicznie zaproponować założenie konta „Wszyscy Polacy”, ale na wszelki wypadek sprawdziłem. I co? Oczywiście już takie JEST. Nazywa się „Polacy Pobijmy Rekord Znajomych” (!). Polacy, pobijmy idiotę, który to wymyślił.
Mimo powyższego, z wrodzonej przekory i niekonsekwencji przystąpiłem na n-k do równie bezsensownego, jak wyżej wymienione, klanu wodników. Tak dochodzimy do właściwego tematu tego wpisu. Continue reading „„27. kwiecień””

urlop dla poratowania

Nie, nie lenię się. Nie zanielubiłem bloga. Po prostu nie starcza mi chwilowo na niego czasu i siły. „Urlop dla poratowania zdrowia” to dobry czas na pracę społeczną, jako że zarobkowa zakazana przepisami. Znajomi z pracy wiedzą, że od pewnego czasu remontuję firmową witrynę internetową. Najważniejszą akcją jest przeniesienie głównej części serwisu z „mojego” instytutowego serwera na uniwersytecki. Po 10 latach przestała mnie bawić walka z hakerami i złośliwością przedmiotów martwych. Zgodnie z prawami Murphiego serwer lubił się wykrzaczać w weekendy a najchętniej, gdy byłem na dłużej poza miastem. Teraz będę mógł koncentrować się na zawartości witryny a o ciągłość pracy serwera zadba, bo od tego jest, gromada etatowych informatyków w centrali. Zgodnie z przewidywaniami na tym ich serwerze nie działa mi szereg cieszących oko gadżetów, ale co tam, w zamian zyskuję święty spokój w zasadniczej sprawie.

Continue reading „urlop dla poratowania”