Ostatnio całe dni spędzam przy komputerze – na nic więcej mnie na razie nie stać. W związku z tym, jak było łatwo przewidzieć, w końcu uległem i dałem się wciągnąć w „naszą klasę”. Mimo wszystkich zastrzeżeń, o których pisze się tu i ówdzie, muszę przyznać, że w moim przypadku opłaciło się. Dotarłem na przykład do dziewczyny, w której skrycie podkochiwałem się przez całą podstawówkę (tak, od pierwszej klasy (!)) i nie zdążyłem – właściwie z nieśmiałości nie zdołałem – jej tego w porę wyznać :). Nie wiem dlaczego, ale zależało mi, żeby się o tym dowiedziała, mimo iż od wielu, wielu lat nie ma to żadnego znaczenia. Mieszkamy w różnych miastach, po mężu ma oczywiście inne nazwisko, szanse na odnalezienie były marne. Zresztą skłamałbym, gdybym powiedział, że przez te lata jakoś specjalnie o to zabiegałem. Teraz wystarczył odpowiedni podpis pod zdjęciem wywieszonym w galerii klasy i się odezwała :).
Zupełnie nie mam ochoty pisać o polityce. Ba, nawet się nią interesować.