Chrabja nie żyje
Przyzwyczaił mnie do tego, że bez uprzedzenia znikał na kilka dni, czasami tygodni. Ostatni raz rozmawialiśmy 5 października, głównie o twitterze, na którym pojawił się niedawno za moją namową. Stamtąd też, trochę przypadkiem, przyszła ta straszna wiadomość.
Poznaliśmy się na blog.pl, 8 lat temu. Jeżeli istnieje coś takiego jak internetowa przyjaźń, to właśnie to nas łączyło. Nie spotkaliśmy się nigdy w „realu” a wiedzieliśmy o sobie dużo więcej niż nasi „realni przyjaciele”.
Parę lat temu wymyśliliśmy, że nagramy coś razem. Padło na bluesa. Wysłałem Chrabjemu pierwszy z brzegu podkład bas+perkusja. On napisał tekst, nagrał partyzanckim sposobem wokal i przesłał mi mp3. Dograłem gitarę, obrobiłem i posklejałem jak umiałem.
