urlop dla poratowania
Nie, nie lenię się. Nie zanielubiłem bloga. Po prostu nie starcza mi chwilowo na niego czasu i siły. “Urlop dla poratowania zdrowia” to dobry czas na pracę społeczną, jako że zarobkowa zakazana przepisami. Znajomi z pracy wiedzą, że od pewnego czasu remontuję firmową witrynę internetową. Najważniejszą akcją jest przeniesienie głównej części serwisu z “mojego” instytutowego serwera na uniwersytecki. Po 10 latach przestała mnie bawić walka z hakerami i złośliwością przedmiotów martwych. Zgodnie z prawami Murphiego serwer lubił się wykrzaczać w weekendy a najchętniej, gdy byłem na dłużej poza miastem. Teraz będę mógł koncentrować się na zawartości witryny a o ciągłość pracy serwera zadba, bo od tego jest, gromada etatowych informatyków w centrali. Zgodnie z przewidywaniami na tym ich serwerze nie działa mi szereg cieszących oko gadżetów, ale co tam, w zamian zyskuję święty spokój w zasadniczej sprawie.
Jak już gdzieś wspominałem, polityka w dalszym ciągu dynda mi nisko zwiędłym kalafiorem. W minionej kadencji sejmu (na dużą literę trzeba sobie zasłużyć), zwłaszcza pod koniec, stanowczo przedawkowałem. Nadal nie mogę patrzeć na te pindy z TVN24. Pochanke! Brrrrrr! Zresztą na miecugowów i innych panów ze szkła kontaktowego, udających dowcipnych, też. W moim prywatnym rankingu największych kretynów telewizyjnych przebija ich już tylko niejaki Kurzajewski (Wkurzajewski byłoby bardziej nomen omen).
Wieczorami puszczamy sobie filmy. O Volverze już wspominałem w komentarzach do poprzedniej notki, żaden inny z ostatnio obejrzanych nie zapisał mi się jakoś szczególnie w pamięci. Zresztą z tym Volverem to też bez przesady.
Aha, ostatnio dowiedziałem się, co to jest blip. Pobawiłem się tym trochę, ale przede wszystkim popatrzyłem, co tam robią inni. Że coś tak pod każdym względem miałkiego może kręcić nastoletnie pokemony, się nie dziwię, ale że bawi zabiegane, wydawałoby się poważne kobiety po trzydziestce, to daje do myślenia. Może zatrzymały się w rozwoju emocjonalnym na tamtym poziomie? A. tłumaczy, że to LAJFSTAJL. Dla mnie bełkot, z którego nic większego nie wynika. Ale może ze mną jest coś nie teges.
Blip jest koszmarny. Jeszcze nie jestem po trzydziestce, ale i tak nie sadze zeby cos przez te kilka lat tak sie we mnie zmienilo, zebym sie mogla tam odnalezc:-)Ale istnienie tego portalu mnie wcale nie dziwi, bo dzisiaj wszedzie wiecej jest takiej durnowatej pustej chaly, niz prawdziwej tresci, z ktorej cos wynika.
Pozdrawiam.
P.S. Czy moglibysmy powrocic do poprzedniego koloru…? pliiiz…:-))
OK, się robi :). Też nie byłem do końca przekonany do zieleni, ale ten niebieski mi się już trochę znudził, no i wiosna …
No! Teraz znowu jest git:-).
A wracając do blipa, taki link mi dzisiaj podrzucono http://klimowicz.blox.pl/2008/04/Do-czego-sluzy-Blip.html .
Szkoda, że wordpress nie akceptuje kodu, bo bym sobie blipowe okienko na marginesie zainstalował :)).
tak na marginesie – wordpress akceptuje kod, można sobie okienko w sidebar bardzo pięknie wkomponować
;>
Jeżeli się ma bezpośredni dostęp do kodu, to oczywiście tak, ale go tu (wordpress.com) nie mam.
Jedyny znany mi sposób to “wklejka” w widgecie o nazwie “text”, akceptującym HTML. Kod generowany przez blipa jest ignorowany, albo produkuje sieczkę.
Uderzyć ręką w stół … a krawcowa się odezwie, czy jakoś tak. Na blipie rzuciły się dziś na mnie panie, które się “poczuły” :). Nie wiem, dlaczego tam a nie tu, może przeszkadza im brak limitu 160 znaków. No więc mam dla nich cytat, który powinien je uspokoić. Niestety z powieści, do której już nawiązywałem, ale co tam, kiedy pasuje jak ulał:
- Co to znaczy? – zapytał. – Kto to ten pan? Pani Przełęska odezwała się:
- Niech pan wybaczy, panie dyrektorze, to mój siostrzeniec, a szwagier prezesa. Zwykle bywa spokojny… jest niespełna rozumu.
- To wariat – wyjaśnił wojewoda.
- Biedny chłopak – westchnęła panna Czarska.
- Aha – uśmiechnął się doktor Litwinek – no, oczywiście, wariat.
:)
Wie Pan, czasem zastanawiam się, jak to jest. Tak wiele bezsensownych i ogłupiających stron i programów istnieje, podczas, gdy całkiem spora grupa ludzi deklaruje, że do nich one nie przemawiają i nie ogląda. Dlaczego one w takim razie istnieją? Czy aż tyle osób się znalazło, że mają one moc istnienia?
Blip mi się wybitnie nie podoba:D
Niech się Pan nie martwi, może siły do blogowania powrócą. Życzę tego.
A tymczasem przyjemnego oglądania filmów :)
ten blip, panie, to on jest do czego pan się domyślasz, a ja wiem