o nowoczesnym blogowaniu
No jak co? Maslowska zrobi z Ciebie SZTUKE i pojedziesz do Gratzu na sznicla. Sztuke zobaczy Peter Jackson i zrobi ekranizacje warta 300 mln baksow. Zagra Cie Dzesika Simson i tyle. (pisownia oryginalna)
Tym niby żartem “naturszczyk” piszący sobie onegdaj gdzieś w kąciku blog.pl, odkryty przypadkiem przez jedną z lejdis, gratuluje dziś zgryźliwie jej przyjaciółce, nb. też lejdi, zwycięstwa w pewnym prestiżowym konkursie blogowym.
Pierwszego bloga założyłem wprawdzie już 7 lat temu, ale nie zajmowałem się tą “dyscypliną” systematycznie przez cały czas. W połowie zeszłego roku wróciłem po dłuższej przerwie i okazuje się, że wiele się pozmieniało. Nie tylko rozmnożyły się serwery, w miliony poszła liczba blogerów. Zmienili się niestety dawni znajomi. Dziś na blogach gra idzie o pieniądze i sławę. Nie wiedziałem.
To rodzi dewiacje. Pryskają przyjaźnie, upadają obyczaje. Wszystko robi się jakieś brudne i do bólu nieszczere. Udowodnić nie mogę, ale mam wrażenie, że w przytoczonej na wstępie kwestii jako dowcip sprzedaje się skryte mrzonki. Serio. Parę lat temu nikomu taki “żart” nie przyszedłby do głowy a jeśli nawet, kto by się wtedy z tego śmiał?
Po premierze Lejdis, o których więcej, jak tylko zobaczę film, wybuchła na blog.pl awantura o rzekomo nieczysto wykolegowaną z projektu czwartą blogowiczkę. Przez blog jej koleżanki przeszła fala oburzenia i protestów. Prym wiedli “moraliści”, którzy jeszcze chwilę temu stawali w konkury o laury i nie potrafili ukryć rozczarowania i zawiści po przegranej. Niektórzy dolewali oliwy do ognia ukrywając się pod fałszywymi pseudonimami. Część z nich, dodajmy, zna się dość dobrze z reala. Przyznaję, że zjawisko to nie jest na blogu całkiem nowe, ale na takim poziomie emocji nie występowało chyba nigdy. Ohyda.
Pisanie jako sposób na porządkowanie myśli. Dla podniesienia motywacji (niekiedy adrenaliny) publiczne. Wydaje mi się to najlepszą definicją tego, co do tej pory robiłem. Okazuje się, że mam staroświeckie wyobrażenie o blogu. Nawet w okresie, gdy mój stary blog był na topie rankingów, do głowy mi nie przyszło, że może chodzić o coś więcej. Za chwilę będzie wstyd się przyznać, że się coś takiego robi.
Teraz lepiej już rozumiem celowość audycji, którą parę tygodni temu przypadkiem słyszałem w radiu TOK FM. Jakiś nadzwyczaj obeznany z materią spec od blogów przez godzinę dawał rady, co i jak zrobić, żeby zwiększyć sobie oglądalność. W tym celu – prawił – należy na przykład pisać krótkimi, prostymi zdaniami i rozbijać tekst na możliwie dużo akapitów :-).
;)))
hej kabibi celnie, aczkolwiek z dystansu. tylko na boga…. kabibion
pisz krótkimi, prostymi zdaniami i rozbijaj tekst na możliwie dużo akapitów
;)))
naprawde serdeczne pozdrowienie
dobra :)
serdecznie
i używać łatwych słów. Gdy zachodzi potrzeba użycia trudnego słowa, stosownie je oznaczyć np. poprzedzając adnotacją w nawiasie – trudne słowo.
;-)
Niby żartem? Zgryźliwie? Obawiam się, że tłumaczenie moich intencji na język zrozumiały dla blogożerców nie poszło Ci zbyt sprawnie. Jako naturszczyk z kącika bloga czasami piszę bądź mówię to, co mam ochotę i intencję powiedzieć lub napisać. jeśli piszę, że Kryśka to kurwa, nie mam na myśli tego, ze jest piękną i wrażliwą kobietą ale kurwą, ale po prostu to, że jest kurwą. jeśli piszę, że gratuluję dziewczynom udziału w produkcji słabego (moim zdaniem) filmu, to dokładnie to mam na myśli. jeśli gratuluję Barbarelli wygranej, to nie robię niczego innego.
Czasami rzeczy są łatwiejsze w odbiorze, jeśli nie patrzy sie na nie przez pryzmat.
Pozdrawiam.
Należy na przykład pisać krótkimi, prostymi zdaniami i rozbijać tekst na możliwie dużo akapitów – Przecież to prawda znana jak historia prasy. Dlatego GW albo Dziennik mają nakład o rząd wielkości niższy od Faktu i SE.
Pozdrawiam…
zaiste, staroświeckie to myślenie ;-) ale wie Pan co? ja też takie mam i cieszę się, że jest ono właśnie takie, a nie inne.
Jak to w życiu, można cały czas pędzić do przodu by być najlepszym lub zatrzymać się i rozejrzeć, czerpiąc przyjemność z ładnego widoku i świata w ogóle.
Czekam na pierwszego antybloga – tak paskudnie napisanego i sprytnie ukrytego, żeby NIKT na niego nie wchodził.
Nie o to chodzi :). Truizmem byłoby wskazywać na istnienie osób, dla których blog jest substytutem życiowego sukcesu, szansą medialnego zaistnienia, próbą kompensacji kompleksów, sru tu tutu. W sumie normalka. Nie ma się czym ekscytować. Chodzi o zwyrodniałe formy, jakie ten pęd przybiera. Jak zauważył pewien mój kolega, złoty wiek internetowej niewinności odchodzi. Sądzę, że już bezpowrotnie minął. Zobacz, co się wyprawia w salonie24. Zresztą teraz parcie na szkło wykazują nawet pryszczate pokemony.
>McBor
Złotego wieku nigdy nie było. To mit.
@Licealista
Po przeczytaniu Twojego “Info o autorze” doszedłem do wniosku, że naprawdę jeszcze jesteś licealistą, a więc dzieli nas przepaść pokoleniowa. Ja zacząłem działać w Internecie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych (zielone literki na czarnym ekranie, uniksowe terminale w centrum komputerowym UAM). A Ty?
Jestem i się tego nie wstydzę. Ani tego nie ukrywam. Ja też zacząłem w pierwszej połowie lat 90-tych :) Od DOS-a i gierek-patformówek w które grałem jako przedszkolak. Mój pierwszy monitor miał 16 kolorów. Tyle, że dla mnie komputer to środowisko naturalne a nie wyuczone.
Pozdrawiam!
Nie mówimy komputerach, ale o Internecie. Skoro już o prehistorii mowa – mój pierwszy program edukacyjny napisałem na ZX Spectrum w 1985 r. Trzymam go jeszcze z sentymentu na jakiejś kasecie magnetofonowej w szufladzie z rupieciami :). Potem był Schneider CPC (znany też jako Armstrad), Atari ST, wreszcie na początku last 90-tych pierwszy pecet.
Pozdrawiam
Dla mnie internet i komputer to to samo. W ‘85 jeszcze mnie w planach nie było ;)
No to sam widzisz … :). Pozwól staruchowi mieć swój punkt widzenia.
Ale ja wcale nie zabraniam!!!
Nigdy nie pisałam bloga, bo jakoś nie miałam na to wystarczająco dużo czasu i/ lub przede wszystkim zapału. Jeden kiedyś założyłam, ale żaden wpis tam nie trafił:) jednakże zamierzenie moje było takie by był to raczej interentowy pamiętnik, gdzie mogę opisać MÓJ świat MOIMI oczami. A ile osób będzie na niego zaglądać, czy to naprawdę ma takie znaczenie? Chyba tylko dla osób, które zakładają go by potem śledzić słubki odwiedzających niczym Nina Terentiew słubki oglądalności Polsatu..
Po prostu nie mogę się nadziwić, dlaczego tak walczy się o to, ile osób będzie oglądać(czasem nawet czytać) czyiś blog? Są jakieś nagrody za to czy co? Czy to tak tylko dla podbudowania czyjegoś ego?
ps. Mam słabość do pisania długich, wielokrotnie złożonych zdań, więc mój blog, gdyby był, nie byłby chyba zbyt popularny..no chyba, że same akapity by to nadrobiły:)
To może, nie tylko pro domo sua, trochę więcej o tem co to znaczy “staroświeckie blogowanie”?
@Andy
Mówię o staroświeckim, czyli w skrócie niekomercyjnym podejściu, w którym np. zorientowana na “sukces” medialny gonitwa za oglądalnością nie występuje wcale lub w minimalnym stopniu. Podana w notce definicja wydaje mi się jasna i wystarczająca. Co jeszcze chciałbyś wiedzieć?
Dobra, chciałem po prostu upewnić się czy dobrze rozumiem (a nie przyczepić się jak za “starych czasów” ;-)
A tak nie wiedzieć czemu chodzi mi dziś po głowie piosnka staroświeckiego Sikorowskiego… wow, tok show… ktoś przed kamerą [monitorem] spodnie zdjął…
Hm, jestem debilem blogowym i można mnie pokazywać w gablotach, do dzisiaj nie wiem jak sprawdzić ile osób i kto wchodzi na mojego bloga, a już o rankingach nic zupełnie nie wiem – kiedy Wy macie na to czas?
Interesuje mnie jednak jakość, tzn. kto mnie czasem czyta a nie ilość. A kto to jest poznaje się po komentarzu. Jak jest mądry albo sympatyczny to zupełnie wystarczy.
Nawet nie wiem, że byłeś na Topie w jakims rankingu, chociaż to już tyle lat…:).
No, ale teraz już wiem i wszyscy wiedzą – faceci są jednak cudownie próżni:). To doprawdy PRZESŁODKIE:).
A gdzie można znaleźć naparzankę z lejdis? Nic o tym nie wiedzialam.
Acha i jak sprawdzić kto czyta mojego bloga? Bo mam pewne poderzenia…
@Hania
Przeprowadź się na wordpress, a będziesz miała dostęp do najróżniejszych statystyk bez dodatkowego wysiłku. Jak jest teraz na innych platformach nie wiem, kiedyś trzeba było instalować dodatkowe czujniki. W sumie drobiazg, ale trzeba umieć. (Uwaga, znów jestem PRZESŁODKI. Za chwilę znowu będę :).
Co do wysuwania wniosków na temat jakości czytelników na podstawie komentarzy, byłbym ostrożny. Lejdi Barbarella jest tu dobrym przykładem. Blog świetny, jakość komentarzy z reguły denna. Najlepiej ich nie czytać, żeby nie psuć sobie wrażenia po przeczytaniu notki. Powiem PRZESŁODKO, że z tego właśnie powodu bardzo rzadko u niej komentuję, chociaż regularnie czytam :).
“Naparzanka” o lejdis odbyła się na blogu niejakiej mignony, która po ok. 130 komentarzu nie wytrzymała nerwowo i się zahaśliła. Przypomnę PRZESŁODKO – specjalnie dla Ciebie, Haniu -, że to nic, bo awantura o lumpiatą na moim starym blogu zaowocowała 436 komentarzami :))).
Życzę Ci wielu mądrych, sympatycznych komentarzy
i oczywiście serdecznie pozdrawiam
wisz pan coś?
kiedyś sobie napisałem, a Internet wydrukował, że “każdy może pisać, ale nie każdy musi to czytać” ;o)
przybyło internautów, przybyło i blogów, bo każdy chce jakoś gdzieś zaistnieć – stąd i mnogość całkowicie intelektualnie pustych pisanin, częstokroć na dodatek totalnie niegramatycznych i nieortograficznych
ps
w kwestii lejdis się nie wypowiadam, bo się postanowiłem śmiertelnie obrazić; co i uczyniłem ;o)
Nie rob scen, nie jesteś tak znów PRZESŁODKI jak Ci sie wydaje…:))
Ale to Ci były czasy PANIE DZIEJKU z awanturą o Lumpiatą, czemu czemu Ona wyzwalała w ludziach tyle bezinteresownej i jakże kreatywnej agresji – do dziś nie kumam. Bo w przypadku awantury o Lejdis te emocje są prosto wytłumaczalne…
Kusi mnie, by wejść do Twojego archiwum, poprosić o hasło do Mignony, zrobić solidną analizę porównawczą, dostać nowoczesnego nobla i wyjść z kłopotów finansowych.
Czas na sławę i kasę!!!
@Hania
Wiesz co, o lumpiatą zapytaj najlepiej Barbarellę. Ona Ci to wytłumaczy dużo delikatniej i inteligentniej, niż ja bym to zrobił, mimo że do tego zjawiska ma (w każdym razie wtedy miała) dość emocjonalny stosunek, powiedziałbym :).
Info o rankingu sprzed lat wisi w pożegnalnej notce na blog.pl od bardzo dawna. Zatem, że jestem PRZESŁODKI, wiadomo od wielu miesięcy a właściwie lat, bo czyż prowadzenie bloga nie jest przejawem próżności? Nie myślę się jej wypierać. Powiem więcej, mam wrażenie, że z wiekiem mi się nasila :)).
No i czemu czemu piszesz o lumpiatej “Ona” w środku zdania?
a tak w ogóle – czemu ciągle nie mam hasła do archiwum?
poczytałbym czasem co poniektóre rarytasy i powspominał, oj powspominał ;o)
Kabebe – moge tak?
Ona z dużej? Własciwie nie wiem, ale chyba miewam taki odruch jak mówie o znanych mi nieobecnych zaimkiem. Może przesadzam:.
A lekka męska prózność jest, że sie poprawię, bo mam dziś dobry dzień, urocza – i nie ma co deliberować.
Nie będę pytać Barberelli o Lumpiatą, bo, powiem szeptem, nie jestem zupełnie pewna czy byłaby OBIEKTYWNA:).
@Hania
Kabebe jadnak proszę nie, bo On już nie żyje i prawie nikt Go tu nie zna ;).
Stanowczo protestuję przeciwko szowinistycznemu rozróżnianiu między próżnością damską i męską! Ten podział jest nie tylko politycznie niepoprawny ale i fałszywy. Jeśli nawet istnieją jakieś różnice, damska i męska są jednakowo urocze ;).
Co do obiektywności Barbarelli w kwestii Lumpiatej możesz mieć rację, ale odpowiedzią na to niech będzie jedno z mott tego bloga, użyty jeszcze przez ś.p. kabebe cytacik z Oscara Wilde’a: “Tylko w sprawach, które nas zupełnie nie interesują, możemy wydać rzeczywiście bezstronną opinię, co niewątpliwie jest powodem tego, że opinia bezstronna jest zawsze absolutnie bezwartościowa.” :)
Albowiem tylko krótkie, autorze którykolwiek, zdania pozwolą Ci zatrzymać czytelników na dłużej niż trzy sekundy. A na imię mu Web 2.0.
Magdo,
Łeb dwa nie istnieje. To tylko ściemniająca redefinicja.
Te krótkie zdania porozbijane na piętnaście akapitów to dla mnie właśnie Web 2.0. Ci, którzy nie potrafią się skupić na zdaniu wielokrotnie złożonym, i którzy męczą się, jeśli akapit ma więcej niż trzy linijki.
Ajajaj, wchodze po latach, a tutaj nic sie nie zmienilo, spor o lumpiata trwa ;). Ile to juz? Siedem lat w stanie wojny. PRZESLODKO. A spotkales sie kiedys z nia? To by bylo ciekawe.
A w ogole o lejdis (tworcach) dowiedzialam sie tydzien temu gdy odwiedzilam kolezanke lata temu poznana przez bloga. Od razu zasiadlysmy w jej miejscu pracy do komputera wyszukujac film ze scenarzystkami i komentujac ich urode. Ladne sa. Teraz bije sie z myslami czy isc, czy nie isc na film, a moze poczekac na DVD w Vivie. jak bedzie zly, powiem no ladne ale glupie, jak dobry to przemilcze. ;)
Ah, moze bedziesz uczyl moja przyjaciolke, ona chce isc na tlumaczenia z niemieckiego do Poznania, ale nie jest pewna czy rynek na germanistow – tlumaczy istnieje. teraz jakies zmiany w przepisach, beda zwalniac nauczycieli jezyka niemieckiego w szkolach, i ona boi sie o jakakolwiek prace po licencjacie. Ja uwazam, ze nie jest tak zle i trzeba isc na tlumaczenia (niesmiala dziewczynka lepiej by kontaktu z ludzmi nie miala) i moze na administracje. A ty? Wystarczy w dwoch zdaniach.
Buziaczki, papatki, slodko.
Iq, wszelki duch …! :)
Nie, co Ty, żadnego sporu o lumpiatą już nie ma. Tak mi się jakoś przypomniała po latach w kontekście. Nie spotkałem jej dotąd w realu, ale nadal o tym marzę ;).
O filmie wolę na razie już nic nie mówić, bo jeszcze nie widziałem.
Rynek dla germanistów istotnie robi się w Poznaniu coraz trudniejszy. Zbliża się niż demograficzny, za chwilę w szkołach będzie ciężko. W podstawówkach już ponoć jest. Tłumaczenia są rozdrapywane. Namów przyjaciółkę, żeby studiowała w Warszawie, mimo że tam poziom germanistyki kiepski :).
A ja? Hmm, jak widać żyję …
Magda, pewnie pamiętasz z kursu literatury gościa o nazwisku Arno Holz. Ale czy wiesz, że rzeczony napisał jakieś sto lat przed nastaniem Web 2.0 zdanie długości 460 stron? (»Das Tausendundzweite Märchen« z ostatecznej wersji “Phantasusa”) .Uznaje się to za rekord literatury światowej. I co Ty na to? :)
Pan sobie chyba zdaje sprawę, że Pana blog czytają Pana (nie-Pana) (byli) studenci…:D to dlaczego Pan pisze, że lepiej jest iść na germanistykę do Warszawy? Przykro to słyszeć. Nie lepiej napisać, że rynek jest zapełniony, ale studia za to na poziomie? :)
Swoją drogą, widzi Pan przyszłość dla tłumaczy niemieckiego ogólnie? i dla germanistów (poza szkołą)?
Niemiecki w ogóle bije wszelkie rekordy w możliwościach tworzenia zdań i słów ;)
PS1 Przyjemnych Świąt.
PS2 Dlaczego nie ma nowych wpisów?
Droga Czytelniczko!
Z rekrutacją mamy istną kwadraturę koła. Rynek robi się coraz trudniejszy, sami produkujemy sobie konkurencję. Z drugiej strony, jeśli zabraknie chętnych do studiowania, pójdziemy kiedyś wszyscy na bruczek, fakt.
Przyszłość dla tłumaczy i germanistów widzę w czarnych kolorach, jest ich już chyba za dużo.
ad PS1 Dziękuję, nawzajem :)
ad PS2 Polityka od wyborów przestała mnie interesować. Może dlatego, że główny cel, odsunięcie kaczystów od władzy, osiągnięty. Czytam dziwne książki, zasypiam przy audiobookach klasycznej literatury. Coś mi chyba uszkodzili w czasie tych operacji. Ale i tak wkrótce napiszę – może o muzyce, albo o filmie. A propos. Ostatnio widziałem film o kobietach. Chyba to nie był “Lejdis”, bo mówiły po hiszpańsku. Mimo że główna bohaterka trochę mi podpadła zakopując męża w zamrażarce, w której nie mógł się wygodnie rozłożyć, podobał mi się. Fajne kolory. Dużo czerwieni. Staroświecki montaż i niezły scenariusz. Nie, to na pewno nie był “Lejdis”.
Ten film to “Volver” Almodóvara, prawda? Całkiem niezły.
Fajnie, że wraca Pan do formy. Proszę o siebie dbać, jak najczęściej relaksować się i myśleć pozytywnie, wszak nasze ciało jest tylko odzwierciedleniem naszego umysłu. Albo, jak kto woli, jego sługą :)
Dziękuję za odpowiedź. W sumie mnie usatysfakcjonowała.
Ech, no sobie pomyślałam, że Pan widzi, co się dzieje, a jednak już nie grzmi… Trudno. Może to i lepiej. Ale mam nadzieję, że nie uszkodzili Panu tego, co najważniejsze i że wróci Pan do pracy. Może po prostu czasami przychodzi taki czas czytania dziwnych książek i braku zainteresowania polityką.
Ha, to “Volver”, ale mnie się z kolei nie spodobał… Zasnęłam na nim ;-)
Wie Pan co? Często filmy o tzw. niczym są o niebo lepsze niż te o tzw. czymś.
Rzeczywiście, Luna ma rację ;-)
Pozdrawiam. I będę czytać dalej…
Tak się zastanawiam, o czym jest Volver. O zdradzie? O tym, że molestowanie nieletnich nie popłaca? Mi się najbardziej podoba, że Penelopa umie przygotować sama posiłek dla 30 osób a im tak smakuje, że przychodzą ponownie i to wiele razy. No i w ogóle zaradna dziewczyna … :).
Och, o tym, o czym zwykle u Almodovara – o życiu :-)
Do http://mcbor.wordpress.com/2008/02/21/o-nowoczesnym-blogowaniu/#comment-421
http://en.wikipedia.org/wiki/Web_2