Tommy gra we Wrocławiu a mnie tam nie ma :(
Stanowczo odmawiam rozmawiać dziś o polityce. Po konferencji Zerominatora (tej z dyktafonem) i wysłuchaniu kilku “eksperckich” opinii mam dość.
Przeczytałem gdzieś: Podobno mają nagrane, jak Wałęsa nie skakał przez płot. :))) To najlepszy komentarz.
Chwilę temu zadzwonił kolega, w tle rozbrzmiewały znajome dźwięki. Jest na koncercie, na który niestety nie mogłem pojechać (“byznes obliż”).
We Wrocławiu rozpoczęła się właśnie impreza firmowana przez genialnego (jak dla mnie, najlepszego na świecie) gitarzystę i cudownego człowieka, Tommy Emmanuela. To przez niego kurzą się na ścianie moje gitary elektryczne, przez niego zrujnowałem się na Ovation i praktycznie już tylko na niej gram. Jednoczesne granie melodii, podkładu akordowego i basu nazywane fingerstyle to wyzwanie, zwłaszcza jeśli naukę zaczyna się w moim wieku. Dopiero po kilkunastu miesiącach ćwiczeń jako tako mi to wychodzi, a na instrumencie gram prawie od dziecka.
Wszystko zaczęło się od występu Tommiego w naszym poznańskim Blue Note, wiosną 2006. Ten koncert odmienił moje gitarowe życie, zresztą nie tylko moje. Ten kolega, który właśnie dzwonił, niedługo po tamtym koncercie sprzedał elektrycznego gibsona i poświęcił się niemal całkowicie akustycznemu graniu.
Jeżeli uważasz, że umiesz grać na gitarze, posłuchaj. Jeżeli nie grasz, też posłuchaj, warto. Aha, żeby było jasne – gość gra solo, tak?
Przyznaje bez bicia: gość jest świetny :D