Bóg urojony
Godzenie takiej sprzeczności, jak uprawianie nauki przez cały tydzień i chodzenie do kościoła w niedzielę, jest intelektualnie nieuczciwe. (Richard Dawkins)
Jeden mój znajomy za KAŻDYM RAZEM, gdy – w dowolnej wariacji – pada zdanie „byłem w księgarni”, reaguje pytaniem „a co, padało?”. Dowcip nie znudził mu się od 20 lat. No więc, Zenek, deszcz zaskoczył mnie akurat w chwili, gdy mijałem księgarnię. Jak Boga kocham! Wchodzę, a tu akurat rzucili Dawkinsa. Pierwszy majowy nakład rozszedł się na pniu, nie załapałem się, a tu masz, nowe wydanie. Skasowałem dwa przedostatnie egzemplarze.
Oryginał czytało się świetnie (tzn. nie musiałem co chwilę ryć w słowniku ;-), ciekawe, jak to wypadnie w polskim przekładzie. Pierwsze wrażenie dobre – przyzwoita polszczyzna, liczne przypisy tłumacza i wydawcy w jednej osobie świadczą o znajomości rzeczy i autentycznym zaangażowaniu. Pewne wątpliwości budzi jednak przekład tytułu. „The God Delusion” to niezupełnie to samo, co „Bóg urojony”. „Delusion” znaczy „iluzja, „urojenie”, „złudzenie”. Tymczasem określenie „Bóg urojony” dopuszcza istnienie jakiegoś innego, prawdziwego bóstwa i ewidentnie kłóci się z przedstawionymi w książce poglądami. Przyznać jednak trzeba, że tytuł „Urojenie Boga” czy “Iluzja Boga” też nie byłby dobrym rozwiązaniem. Po pierwsze, nie brzmi zbyt dobrze. Po drugie, może sugerować, że chodzi o coś, co Bóg sobie uroił. Trzeba by też rozstrzygnąć – „Urojenie boga” czy „Urojenie Boga”? No i powiedzmy sobie szczerze, w kaczystanie już za sam taki tytuł można by sobie zero-terminator-owego prokuratora na łeb sprowadzić.
W Niemczech książka ukaże się dopiero we wrześniu (!) pod tytułem „Der Gotteswahn”. Tu z kolei wydaje się, że tłumacz (wydawca?) poszedł o krok za daleko (Wahn – obłęd). Dawkins porusza wprawdzie kwestie psychiatryczne, ale nie jest to centralny temat tej publikacji.
Cieszy, że w dobie galopującej klerykalizacji to “szatańskie” dzieło mogło ukazać się w Polsce, acz dziwi(sz), że wiadome kręgi jeszcze nie podniosły lamentu. Widać nawet oni rozumieją, że skutek protestów i bojkotów byłby odwrotny do zamierzonego. Całkowicie zakazać chyba jeszcze nie mogą, ale na wzór napisów umieszczanych obowiązkowo na opakowaniach wyrobów tytoniowych powinni wymusić drukowanie ostrzeżenia: “Uwaga! Przeczytanie może być przyczyną przejścia na ateizm!“. A to, jak wiadomo, w IV RP grozi polityczną śmiercią, w skrajnych przypadkach zakazem pełnienia funkcji publicznych (z prawem nauczania w szkołach publicznych włącznie :-). Że ateista to niePolak i najprawdopodobniej (post)komuch jest “oczywistą oczywistością”. Od dawna. Pewien nie jestem, ale gorzej w Polsce mają już tylko geje.
Myliłby się jednakowoż ten, kto by przypuszczał, iż ostracyzm wobec zdeklarowanych ateistów to spécialité de la maison li tylko nadwiślańskiego ciemnogrodu. (Mowa rzecz jasna o krajach zaliczających się do tzw. cywilizacji Zachodu). We wstępie do Boga urojonego czytamy bowiem:
„Sytuacja ateistów w USA przypomina obecnie położenie homoseksualistów przed pięćdziesięciu laty. Dziś, po dekadach działalności ruchu Gay Pride, homoseksualista ma nawet szanse – choć nadal nie jest to proste – zostać wybranym na urząd publiczny. Gallup przeprowadził w roku 1999 szeroko zakrojone badania, w których pytano Amerykanów, czy oddaliby w wyborach swój głos na spełniającego pod innymi względami wszelkie wymogi kandydata, gdyby był kobietą (95% odpowiedziało twierdząco), katolikiem (94%), Żydem (92%), murzynem (92%), mormonem (79%), homoseksualistą (79%). Możliwość zagłosowania na ateistę zadeklarowało zaledwie 49% respondentów.” (s. 14, podkreślenie M.B.)
Ciekaw jestem, jak podobny sondaż wypadłby w Polsce.

Dawkins, Richard: Bóg urojony. Przełożył Piotr J. Szwajcer. Wydawnictwo CiS, Warszawa 2007, 520 s.
Tutaj kilka fragmentów na zachętę.
Ponadto rozmowy z autorem Marcina Fabijańskiego (Przekrój)
oraz Gordy Slacka (w polskim przekładzie).
Kopia komentarzy z mcbor.bloog.pl:
* dodano: 07 sierpnia 2007 23:29
Z jezuitami czy bez, nie ma takiej płaszczyzny, na której mogłaby się odbyć “merytoryczna dyskusja” prasy katolickiej z Dawkinsem. Udawanie, że go nie ma, to jeszcze najrozsądniejsze wyjście.
To samo będzie z Hitchensem (“God Is Not Great”), jeżeli wyjdzie w Polsce.
autor: McBor ->pantaki
* dodano: 31 lipca 2007 15:08
Książka jest na miejscu 1 w merlinie i idzie jak Michnikowszczyzna-niedawno, a oficjalne media zachowują się jak kotek- jak zamknę oczy to nie widzę a jak nie widzę to nie ma.
katolicka prasa nie podejmuje już merytorycznej dyskusji z takimi książkami, od czasu jak Woleński przegonił jezuitów wokół stołu w Tygodniku ( skończyło się na chamskiej wymianie inwektyw między profesorami)
komunikat od kościoła jest taki: wy wykształciuchy już i tak jesteście stracone, pozwólcie nam doić tych co nic nie czytają.
pozdrawiam.
autor: pantaki
blog: pantaki.blog.pl/
* dodano: 30 lipca 2007 13:56
Winno stać raczej:
Uwaga: Przeczytanie może być przyczyną mąk piekielnych.
Ale sięgnę, bo nie mam nic do stracenia:)
autor: hania
jakiś czas temu słyszałem o książce, podobno dobra, bynajmniej tak się zapowiada. Nie powiem… pewnego rodzaju innowacja w naszym kraju.
zapisalam sie na te ksiazke w mojej bibliotece – jestem 42 w kolejce :) – mowi to cos o jej popularnosci w mojej miescinie.
Co do tego kto ma najgorzej: gej-ateista? mam kolege, ktory pasuje do tego opisu. A i jeszcze jedno – na prowincji jest jeszcze gorzej niz w duzym miescie…
szkoda, ze szwajcer…
… to gej i umiejetnie przemyca gejowska ideologie w tlumaczeniu. A w przypisach do wstepu to juz przegial maksymalnie, zastanawiam sie, czy nie napisac do autora i dac mu znac. mala szansa, ze w ogole przeczyta, ale generalnie brzydze sie tego typu manipulacjami. coz, trzeba bylo kupic w oryginale…