carmen cafe bar blues – gościnna notka pana Chrabjego
Jednemu facetowi odbiło w temacie grania, więc kopnął drugiego, takiego bardziej tępawego muzycznie – znaczy w sensie, że słuchać, to i słucha, ale zaśpiewać, albo zagrać, to…
Nie! źle! Inaczej było!
Trzeba zacząć od początku. Najpierw się takich dwóch wzajem podziwiało, potem o duperel kompletny wzajem się zwyzywało, by spory czas później spędzić razem najdziwniejszego z dziwnych Sylwestra – bo w oddaleniu o 300 kilometrów, bo z połówką “absoluta” pod ręką, bo tocząc leniwą, nocną rodaków rozmówkę, bo podsyłając sobie wzajem mp3jki z toastami. Potem jeden zachwycił się grą drugiego, potem się urodził pomysł zrobienia “gadanego” bluesa – tak trochę a la “Pieśń nadterminowych”, potem były dwa podkłady, potem jeden zrealizowany tekstowo-muzyczny wygłup, a potem: “wiesz do tego wolnego to może inny tekst…?”
No i jest tekst. Tekst mówiony, bo śpiewać nie potrafię – feler taki: słyszę, słyszę najdrobniejszy fałsz, leciutkie zgubienie rytmu, ale za ciężkich choler sto nie potrafię tego, czego słyszę zreprodukować.
I jest muzyka. Słuchajcie sobie, słuchajcie uważnie, słuchajcie gitary, co płacze razem z tekstem. Bo razem z tym tekstem to i ja zawsze płaczę, bo mówi on o autentycznych miejscach i autentycznych ludziach. Miejscach i ludziach mojej młodości. Miejscach i ludziach, których już nie ma. To właśnie jest ten “gadany” blues czyli carmen cafe bar blues.
Raz w życiu poczułem – wiem, że to zarozumiałość – co to znaczy robić muzykę.
Chrabja
Chrabja & McBor: Carmen cafe bar blues (tekst, wokal – Chrabja, reszta – McBor)
McBor: Carmen cafe bar blues (wersja karaoke :-)
McBor: Warto dodać, że z Chrabją poznaliśmy się w Sieci i do dziś nigdy w tzw. realu się nie spotkaliśmy. Plik z nagranym w dość partyzanckich warunkach wokalem Chrabja dostarczył mailem. Obrobiłem i posklejałem jak umiałem. Wiem, że gitara tu i ówdzie gubi rytm, ale umówmy się, że tak miało być ;-).
Andy, jeszcze raz, zgodnie z życzeniem McBor: Whole Lotta Love. Jako szczenię liczyłem czas od MiniMaxa do MiniMaxa Piotra Kaczkowskiego. Nawet nie wiem, czy ta audycja jeszcze istnieje.
Kopia komentarzy z mcbor.bloog.pl:
* dodano: 31 lipca 2007 20:51
Dzieki.
Piokor z Izabelina
* dodano: 22 lipca 2007 22:29
Za tekst w zasadzie nie odpowiadam, przyznaje, ze urzekl mnie autorski baryton Chrabjego i dopiero teraz przeczytalem ten wiersz “na sucho”. W ramach walki z alkoholizmem usuwam wersje “papierowa”, pozostawiajac te “z muzyczka” :).
autor: McBor
* dodano: 22 lipca 2007 22:10
Boże Drogi,ten tekst daje się przeczytać tylko w konwencji śpiewanej- bluesowanej.Maciej,nie rozpędzaj się w tym kierunku,bo nie nadążam z piwami.Na trzeźwo trudno czytać.Ale z muzyczką nawet taki tekścik zyskuje…
autor: Piokor z Izabelina
* dodano: 10 lipca 2007 12:48
Dzięki :-)
Wyszperałem, że MiniMax jeszcze istnieje (choć godzina malo zachęcająca)
http://www.polskieradio.pl/trojka/minimax/
autor: andy
Chrabjo, killerze, rozwaliłeś mnie tym barytonem. McBor dobił na koniec.