McBor - myśli przeczesane

blog dla czytających ze zrozumieniem

w sprawie Lecha W.

Opublikował/a McBor w dniu czerwiec 27, 2008

Tak się ostatnio w Polsce porobiło, że dyskusja na dowolny temat prędzej czy później przechodzi w kłótnię o Bolesława, tfu, Lecha W. Miejmy to zatem z głowy.

Dla mnie nie ma żadnego znaczenia, czy w latach 70-tych W. donosił czy nie. Problem z nim od zawsze polega na rozziewie między rolą, jaką przydzielił mu chichot historii a jego - nazwijmy to - walorami intelektualno-charakterologicznymi. Krnąbrny samochwała o mocno limitowanej wiedzy i inteligencji, nie nadający się nawet na sołtysa, uważany jest w świecie za największego ze współcześnie żyjących Polaków. To tragikomedia. Znaczna część jego obrońców broni de facto nie tyle jego, co stworzonego przez siebie, rozdętego po 89 roku do absurdu mitu Sierpnia 80. Nic dziwnego. Często niczego innego oprócz strajkowania i demonstrowania w życiu nie dokonali. To zrozumiałe, że próbują ratować sens własnych biografii.
Druga, niemała grupa popiera W. na złość Kaczorom, również nie troszcząc się specjalnie o meritum. Szczególnie żałośni są postkomuniści, którym wydaje się, że w ten sposób mogą się uwiarygodnić i zrzucić historyczny balast. Nic bardziej błędnego. Kwach przez 10 lat właził bez wazeliny biskupom, mizdrzył się do postsolidarnościowców a gdy przyszło co do czego (ostatnie wybory), dali kopniaka i wyzwali od tego co zawsze.
Tylko Polacy (i ewentualnie obcokrajowcy chcący im się z jakichś powodów przypodobać) twierdzą, że bez sierpnia 80 nie byłoby Gorbaczowa i pierestrojki, rzeczywistej przyczyny obalenia komunizmu w Europie. Ta mocno naciągana, wyrosła na polskich kompleksach teza, powtarzana w nieskończoność stała się w świadomości Polaków aksjomatem. Na razie przyjętym na zasadzie konsensusu ponad podziałami, ale jak będzie trzeba, uchwalą to sobie ustawowo ;-).

Sprawa Bolka pokazuje, jak rewolucja zjada własny ogon. Ahistoryzm i rygoryzm moralny historiografii postsolidarnościowej uderza rykoszetem w jej ideowych antenatów. Młodzi autorzy książki są ich produktem i (nieświadomymi) ofiarami.

Opublikowany w IPN, lustracja, mitologia narodowa, polityka | 1 Komentarz »

jednym słowem

Opublikował/a McBor w dniu czerwiec 20, 2008

Czy da się określić jednym słowem …
- kompleksy (szczególnie ten niższości) pokrywane zarozumialstwem i bufonadą
- brak jakiegokolwiek szacunku dla własnego państwa i rozumienia jego interesów
- arogancję wobec nacji uznawanych za gorsze
- myślenie magicznie (zwłaszcza liczenie na cuda)
- skłonność do oszukiwania, eufemistycznie nazywanego “kombinowaniem”
- wszechobecną niekompetencję
- bezinteresowną nieuprzejmość
- niechlujstwo, niepunktualność, niesłowność, bylejakość
?

Opublikowany w różności | Komentarzy: 8 »

Deutschland - Polackei

Opublikował/a McBor w dniu czerwiec 8, 2008

Wyobrażam sobie, co by się działo, gdyby dajmy na to Franz Beckenbauer powiedział o Polakach to, co Boniek o Niemcach. Kaczor zerwałby jeszcze tego samego dnia stosunki dyplomatyczne i kazał się przeprosić przez Merkel, Köhlera i Bundestag z Bundesratem razem wzięte. Tymczasem w Niemczech co najwyżej śmieją się z pana “muszę powiedzieć” Bońka, z “muszę powiedzieć”* JEGO głupoty. Swoją drogą ciekawe, jak on to wyliczył, dlaczego są niby głupsi akurat 16 razy? :)
O zacytowanym powyżej fotomontażu Super Expressu nie warto nawet gadać. Leo się wstydzi i przeprasza, ale działa dalej - co się dziwić, w końcu petunia non omlet.
Gdyby chodziło tylko o jednostkowe ekscesy nieodpowiedzialnych pismaków! Antyniemiecką propagandę wspierają w mniej lub bardziej zakamuflowany sposób stacje telewizyjne różnej maści, ba, nawet prasa młodzieżowa.
Przypadkiem zajrzałem dziś do specjalnego wydania “Bravo Sport” walającego się na biurku Juniora. W artykule pod wielkim tytułem “Będzie łomot od słabeuszy?” czytamy:
“Oni są tacy pewni siebie! (…) Zgodnym chórem powtarzają, że są w stanie powalić całą Europę na kolana i zdobyć tytuł. Dzieło zniszczenia mają rozpocząć właśnie w meczu z Polakami. TOTALNA DOMINACJA: Miro Klose, Mario Gomez, Łukasz Podolski i Kevin Kuranyi - oto niemiecki oddział do zadań specjalnych, ich taktyka polega na totalnej dominacji. Przeciwnik ma tylko jedno prawo - może poddać się jeszcze przed meczem. Jeżeli tego nie zrobi, do akcji może też wkroczyć Michael Ballack i dokończyć dzieła zniszczenia!” (podkreślenia M.B.)
No pięknie. Militarystyczna frazeologia budząca oczywiste skojarzenia i uczucia nawet u niedouczonych małolatów. Nie chodzi tu przecież o wzmacnianie uczuć patriotycznych, ale o podsycanie nienawiści do przeciwnika poprzez odwołanie się do uprzedzeń i stereotypów. Bravo! Trochę dziwi, że robi się to za niemieckie pieniądze (wydawcą jest koncern Bauer). Do tego stopnia nas olewają? :)
Polacy załatwili sobie, że teraz Niemcy nie tylko będą chcieli z nimi wygrać, ale dodatkowo zapragną ich upokorzyć. Każdy wynik poniżej 3:0 nie będzie satysfakcjonujący. Trzymam kciuki.


* Każdy, kto kiedykolwiek słyszał wywiad z Bońkiem, wie, że bez “muszę powiedzieć” nie można nic powiedzieć. :)

Opublikowany w Polska-Niemcy | Otagowane: , | Komentarzy: 5 »

27. kwiecień

Opublikował/a McBor w dniu kwiecień 27, 2008

Jednym z największych idiotyzmów na naszej-klasie jest zakładanie kont zrzeszających warszawiaków, Walczaków, Kaczmarków, Romków, Piotrusiów itp. Wiadomo że Ryśki to fajne chłopaki, ale czy warto obciążać serwer użytkownikiem z 8 tysiącami “znajomych”? W tym momencie chciałem hiperbolicznie zaproponować założenie konta “Wszyscy Polacy”, ale na wszelki wypadek sprawdziłem. I co? Oczywiście już takie JEST. Nazywa się “Polacy Pobijmy Rekord Znajomych” (!). Polacy, pobijmy idiotę, który to wymyślił.
Mimo powyższego, z wrodzonej przekory i niekonsekwencji przystąpiłem na n-k do równie bezsensownego, jak wyżej wymienione, klanu wodników. Tak dochodzimy do właściwego tematu tego wpisu. Znajomi Wodnika podają mianowicie na jego stronie swoje daty urodzenia. No i czytamy: 5 luty, 9 luty, 13 luty, 12 luty, 14 luty, 25 styczeń … LUDZIE! W roku jest jeden styczeń, jeden luty, tak? Jeżeli dziś jest dwudziesty siódmy kwiecień, to ile rok ma miesięcy? Dopiero 24. wodnik informuje, że urodził się 29 stycznia. Gdyby stawiali po liczbie kropkę, byłoby to tylko złamanie sztucznej konwencji a tak mamy obrazę logiki.
Przy okazji:
Bardzo proszę wszystkich znajomych w mojej obecności nie mówić
wziąść
wzięłem, zaczęłem itp.
miło się rozczarowałem
ubrałem spodnie (ciuchy to nie choinka)
w cudzysłowiu (cudzysłów to nie przysłowie)
wymyśleć
włanczać
tu pisze
i półtorej roku (to nie porcja).

Dziękuję.

Opublikowany w belferskie | Otagowane: | Komentarzy: 43 »

urlop dla poratowania

Opublikował/a McBor w dniu kwiecień 7, 2008

Nie, nie lenię się. Nie zanielubiłem bloga. Po prostu nie starcza mi chwilowo na niego czasu i siły. “Urlop dla poratowania zdrowia” to dobry czas na pracę społeczną, jako że zarobkowa zakazana przepisami. Znajomi z pracy wiedzą, że od pewnego czasu remontuję firmową witrynę internetową. Najważniejszą akcją jest przeniesienie głównej części serwisu z “mojego” instytutowego serwera na uniwersytecki. Po 10 latach przestała mnie bawić walka z hakerami i złośliwością przedmiotów martwych. Zgodnie z prawami Murphiego serwer lubił się wykrzaczać w weekendy a najchętniej, gdy byłem na dłużej poza miastem. Teraz będę mógł koncentrować się na zawartości witryny a o ciągłość pracy serwera zadba, bo od tego jest, gromada etatowych informatyków w centrali. Zgodnie z przewidywaniami na tym ich serwerze nie działa mi szereg cieszących oko gadżetów, ale co tam, w zamian zyskuję święty spokój w zasadniczej sprawie.

Jak już gdzieś wspominałem, polityka w dalszym ciągu dynda mi nisko zwiędłym kalafiorem. W minionej kadencji sejmu (na dużą literę trzeba sobie zasłużyć), zwłaszcza pod koniec, stanowczo przedawkowałem. Nadal nie mogę patrzeć na te pindy z TVN24. Pochanke! Brrrrrr! Zresztą na miecugowów i innych panów ze szkła kontaktowego, udających dowcipnych, też. W moim prywatnym rankingu największych kretynów telewizyjnych przebija ich już tylko niejaki Kurzajewski (Wkurzajewski byłoby bardziej nomen omen).

Wieczorami puszczamy sobie filmy. O Volverze już wspominałem w komentarzach do poprzedniej notki, żaden inny z ostatnio obejrzanych nie zapisał mi się jakoś szczególnie w pamięci. Zresztą z tym Volverem to też bez przesady.

Aha, ostatnio dowiedziałem się, co to jest blip. Pobawiłem się tym trochę, ale przede wszystkim popatrzyłem, co tam robią inni. Że coś tak pod każdym względem miałkiego może kręcić nastoletnie pokemony, się nie dziwię, ale że bawi zabiegane, wydawałoby się poważne kobiety po trzydziestce, to daje do myślenia. Może zatrzymały się w rozwoju emocjonalnym na tamtym poziomie? A. tłumaczy, że to LAJFSTAJL. Dla mnie bełkot, z którego nic większego nie wynika. Ale może ze mną jest coś nie teges.

Opublikowany w blip, osobiste, różności, telewizja, tvn24 | Komentarzy: 9 »

o nowoczesnym blogowaniu

Opublikował/a McBor w dniu luty 21, 2008

No jak co? Maslowska zrobi z Ciebie SZTUKE i pojedziesz do Gratzu na sznicla. Sztuke zobaczy Peter Jackson i zrobi ekranizacje warta 300 mln baksow. Zagra Cie Dzesika Simson i tyle. (pisownia oryginalna)

Tym niby żartem “naturszczyk” piszący sobie onegdaj gdzieś w kąciku blog.pl, odkryty przypadkiem przez jedną z lejdis, gratuluje dziś zgryźliwie jej przyjaciółce, nb. też lejdi, zwycięstwa w pewnym prestiżowym konkursie blogowym.

Pierwszego bloga założyłem wprawdzie już 7 lat temu, ale nie zajmowałem się tą “dyscypliną” systematycznie przez cały czas. W połowie zeszłego roku wróciłem po dłuższej przerwie i okazuje się, że wiele się pozmieniało. Nie tylko rozmnożyły się serwery, w miliony poszła liczba blogerów. Zmienili się niestety dawni znajomi. Dziś na blogach gra idzie o pieniądze i sławę. Nie wiedziałem.

To rodzi dewiacje. Pryskają przyjaźnie, upadają obyczaje. Wszystko robi się jakieś brudne i do bólu nieszczere. Udowodnić nie mogę, ale mam wrażenie, że w przytoczonej na wstępie kwestii jako dowcip sprzedaje się skryte mrzonki. Serio. Parę lat temu nikomu taki “żart” nie przyszedłby do głowy a jeśli nawet, kto by się wtedy z tego śmiał?

Po premierze Lejdis, o których więcej, jak tylko zobaczę film, wybuchła na blog.pl awantura o rzekomo nieczysto wykolegowaną z projektu czwartą blogowiczkę. Przez blog jej koleżanki przeszła fala oburzenia i protestów. Prym wiedli “moraliści”, którzy jeszcze chwilę temu stawali w konkury o laury i nie potrafili ukryć rozczarowania i zawiści po przegranej. Niektórzy dolewali oliwy do ognia ukrywając się pod fałszywymi pseudonimami. Część z nich, dodajmy, zna się dość dobrze z reala. Przyznaję, że zjawisko to nie jest na blogu całkiem nowe, ale na takim poziomie emocji nie występowało chyba nigdy. Ohyda.

Pisanie jako sposób na porządkowanie myśli. Dla podniesienia motywacji (niekiedy adrenaliny) publiczne. Wydaje mi się to najlepszą definicją tego, co do tej pory robiłem. Okazuje się, że mam staroświeckie wyobrażenie o blogu. Nawet w okresie, gdy mój stary blog był na topie rankingów, do głowy mi nie przyszło, że może chodzić o coś więcej. Za chwilę będzie wstyd się przyznać, że się coś takiego robi.

Teraz lepiej już rozumiem celowość audycji, którą parę tygodni temu przypadkiem słyszałem w radiu TOK FM. Jakiś nadzwyczaj obeznany z materią spec od blogów przez godzinę dawał rady, co i jak zrobić, żeby zwiększyć sobie oglądalność. W tym celu - prawił - należy na przykład pisać krótkimi, prostymi zdaniami i rozbijać tekst na możliwie dużo akapitów :-).

Opublikowany w Blogi, Lejdis, blog, blogowisko | Komentarzy: 40 »

pies chili kot

Opublikował/a McBor w dniu styczeń 28, 2008

pies czyli kot

 

Wiem, że tytuł w zasadzie cudzy, ale pasuje mi jak ulał. Otóż pewien mój kolega, jeszcze do niedawna zatwardziały miłośnik psów, niedoszły sędzia kynologiczny, nielubiciel kotów, nagle zapragnął mieć …, no właśnie.

Wszystko przez jego 8-letniego syna, który od miesięcy suszy mu głowę o jakieś żyjątko. Dziecko jest tak zdesperowane, że zadowoliłby się czymkolwiek, nawet szczurem albo jaszczurką. Po długich naradach z żoną, przez selekcję negatywną, padło w końcu na kota, który ma tę ważną zaletę, że w przeciwieństwie do konkurencji nie musi być trzymany w klatce - a więc nie kombinuje od rana do wieczora, jak by tu uciec. W dodatku nie trzeba go parę razy dziennie, w tym rano (!), wyprowadzać, żeby się wybiegał i tego. W ich dzielnicy to niemały problem. On sam przegania ludzi z psami smrodzącymi im pod oknami. Dalej od domu nie jest lepiej, bo tam też wszędzie biegają dzieci. Teoretycznie w grę wchodziłoby sprzątanie po psie, ale na ich osiedlu byłoby to chyba jednak zbyt dużą ekstrawagancją.

Teraz rodzi się kolejne pytanie: rasowy czy dachowiec? Po zapoznaniu się z literaturą przedmiotu i opiniami fachowców wyszło im, że wszystko przemawia za tym pierwszym, zwłaszcza, że jest rasa, w której zakochali się od pierwszego wejrzenia (patrz foto).

Na koniec został już tylko jeden, mały problem. Całą trójką są alergikami, a jedno z nich nawet hiper. Scheiße.
I co ja mam teraz zrobić? :)

Opublikowany w koty, osobiste | Komentarzy: 38 »

nasza klasa

Opublikował/a McBor w dniu styczeń 16, 2008

Ostatnio całe dni spędzam przy komputerze – na nic więcej mnie na razie nie stać. W związku z tym, jak było łatwo przewidzieć, w końcu uległem i dałem się wciągnąć w „naszą klasę”. Mimo wszystkich zastrzeżeń, o których pisze się tu i ówdzie, muszę przyznać, że w moim przypadku opłaciło się. Dotarłem na przykład do dziewczyny, w której skrycie podkochiwałem się przez całą podstawówkę (tak, od pierwszej klasy (!)) i nie zdążyłem - właściwie z nieśmiałości nie zdołałem - jej tego w porę wyznać :). Nie wiem dlaczego, ale zależało mi, żeby się o tym dowiedziała, mimo iż od wielu, wielu lat nie ma to żadnego znaczenia. Mieszkamy w różnych miastach, po mężu ma oczywiście inne nazwisko, szanse na odnalezienie były marne. Zresztą skłamałbym, gdybym powiedział, że przez te lata jakoś specjalnie o to zabiegałem. Teraz wystarczył odpowiedni podpis pod zdjęciem wywieszonym w galerii klasy i się odezwała :).

Zupełnie nie mam ochoty pisać o polityce. Ba, nawet się nią interesować.

Opublikowany w osobiste | Komentarzy: 18 »

jest ciąg dalszy (o szczęściu w nieszczęściu)

Opublikował/a McBor w dniu grudzień 14, 2007

Jestem. Operacja udała się, guz okazał się niezłośliwy i wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, co niespodziewanie dla wszystkich stało się na drugi dzień. Zaliczyłem atrakcje, przez które przechodził ostatnio P. Saleta, ze śpiączką farmakologiczną włącznie. Przeżyłem dzięki wspaniałemu lekarzowi i człowiekowi, który operował mnie trzy dni pod rząd (trzeci raz 1 listopada (!)). Prof. Marek Harat, bo o nim mowa, jest zaprzeczeniem dominującego w tym kraju stereotypu lekarza. Szczęście, że udało mi się dostać do jego kliniki.
Rekonwalescencja przebiega dość opornie, ale są postępy. Najbardziej doskwiera mi niedowład prawej ręki (o gitarze mogę na razie zapomnieć), zaburzenia wzroku i równowagi (syndrom filipiński ;). Jest jednak nadzieja, że z czasem wszystko wróci do normy.
Serdecznie dziękuję wszystkim z reala i blogosfery za słowa wsparcia i otuchy. Szczerze mówiąc, nawet mi się nie śniło, że mam aż tylu przyjaciół :).
Wiele wskazuje na to, że wkrótce będę w stanie wznowić regularne blogowanie.

Opublikowany w osobiste | Komentarzy: 20 »

no i PO wyborach

Opublikował/a McBor w dniu październik 24, 2007

Wynik marzeń. Cieszę się, że Tusk rozumie, jak duża część głosów nie była dla niego a przeciwko kaczystom. Jeżeli będzie postępował tak, jak teraz deklaruje, będzie się w Polsce działo lepiej a może nawet nieźle.

Świetnie, że PO nie może rządzić sama, za słabo się znają na tej robocie. Pawlak będzie dla Tuska tym, kim dla Dyzmy był Zyzio Krzepicki :)
Jeszcze lepiej, że Jaruś ciężko przeżywa i groźba POPiSu zażegnana - chyba na długo. Jego brat nie składając gratulacji potwierdza po raz n-ty, kim jest. Ręce opadają.

Dziś zadzwonili z kliniki z potwierdzeniem terminu. Wyjazd w piątek rano, operacja najpóźniej w poniedziałek. Co potem, tego nie wie nikt.
Na razie.

Opublikowany w osobiste, polityka, wybory | Komentarzy: 10 »